Dziesięcina i siedem miast apokalipsy
Gdynia, 22.03.2026
Mamona jako Boży dar i twierdze Heroda
Warszawa, 23.03.2026
Wierzenia Izraelitów w świetle wykopalisk
26.01.2026
Bóg uzdrawia po znajomości
27-31.08.2014
Najtrudniejsze fragmenty Biblii
Gdynia, 9.11.2025
Księga Rodzaju
Gdynia, 24.10.2025
Akademia Biblijna
w Warszawie
Akademia Biblijna
w Gdyni
15 marca 2013
Nidzica
23 lutego 2013
Gdynia - Gdańsk
26 stycznia 2013
Gdynia - Gdańsk
8 grudnia 2012
Gdynia - Gdańsk
Potrawy biblijne
22.11.2025
17 listopada 2012
Gdynia - Gdańsk
Ewangelia Marka
11.10.2025
Zajęcia z dramy
12.10.2025
27 października 2012
Gdynia-Gdańsk
Gdynia, 19 maja
19.05.2026
Szabat i niedziela
28.04.2026
Nasze cele i decyzje
18.05.2026
Gdynia, 21 kwietnia
21.04.2026
Gdynia, 29 marca
29.03.2026
Gdańsk, 31 marca
31.03.2026
Gdynia 17 marca
17.03.2026
Gdańsk 25 lutego
25.02.2026
Gdynia 18 lutego
18.02.2026
Gdynia, 21 kwietnia
21.04.2026
O relacjach we wspólnocie, Abrahamie i archeologii
Zapowiadany przyjazd egiptologa, dr Teodozji Rzeuskiej, musieliśmy niestety przełożyć na inny termin. Na spotkaniu 21 kwietnia 2012 Zbigniew Niemasik odpowiadał na pytanie: po co nam są potrzebni inni ludzie i po co spotykamy się we wspólnocie Kościoła? Natomiast Wojciech Żmudziński SJ mówił o Abrahamie oraz odniósł się do odkryć archeologicznych sięgających czasów Abrahama i Jozuego. Zaprezentowany podczas spotkania film wzbudził wiele pytań. Archeolodzy mogą odkryć wiele faktów sięgających w przeszłość historii zbawienia ale niezmienną pozostaje prawda, że natchniony tekst Pisma świętego jest w pełni zrozumiały i zyskuje sens dopiero wtedy, gdy czytany jest również pod natchnieniem Ducha Świętego. Na zdjęciu poniżej: uczestnicy podczas przerwy.
Posłuchaj wykładu Zbigniewa Niemasika,
Spotkanie wspólnoty ujawnia nasze braki
oraz Wojciecha Żmudzińskiego SJ
Przeczytaj relację dr Teodozji Rzeuskiej z epokowego odkrycia archeologicznego:
UWOLNILIŚMY DUSZĘ
Wspomnienia egiptolog dr Teodozji Rzeuskiej z odkrycia grobowca Merefnebefa w Egipskiej Sakkarze w roku 1997
Redakcja "Być dla innych": Jakie było najbardziej pasjonujące odkrycie w którym brałaś udział?
Dr Teodozja Rzeuska: To chyba było odkrycie grobowca Merefnebefa. To była moja druga kampania, w jakiej uczestniczyłam w 1997 roku. Kopaliśmy nie wiedząc, co możemy znaleźć. Mieliśmy przed sobą gruzowisko cegieł i nie wiedzieliśmy, co może się pod nimi znajdować. I gdy wyciągaliśmy już ostatnie cegły z tego zwaliska, wydarzyło się kilka nieprawdopodobnych sytuacji. Nasz kolega, który pojechał do wsi po zakupy, miał wypadek samochodowy. Rozwalił samochód. Nic mu się na szczęście nie stało. Jednocześnie przyjechały do nas dwie wycieczki, jedna z Ambasady, druga z Instytutu Francuskiego, które szef miał oprowadzać a ja zostałam postawiona do pilnowania robotników. A tu nagle zerwała się burza piaskowa.
Przedstawiciel egipskiej służby starożytności, który współpracował z nami, mówi do mnie:
- Wiesz co, musicie sobie kupić namiot.
Wiedziałam, że namiot, w którym zazwyczaj pracowałam jest rzeczywiście mały i dosyć starawy, i trzeba będzie kupić nowy. Mówię więc:
- Tak, tak, rzeczywiście w przyszłym roku kupimy sobie namiot.
- Nie – odpowiedział – musicie kupić sobie namiot w tym roku.
- Chyba nie kupimy go w tym roku – kontynuuję – bo kampania już się niedługo skończy i nie zdążymy.
- Chyba jednak będziecie musieli kupić go w tym roku.
- A co chodzi? – pytam.
- No to wyjrzyj.
Wychodzę z dołu, w którym rozmawialiśmy i co ja widzę.. Widzę namiot, który fruwa. Został zerwany. Widzę dokumentację, która fruwa a piątka studentów odbywających u nas praktykę biega, by złapać tę dokumentację. Nie wiedziałam w tym momencie, co mam robić. Czy mam stać na dole i pilnować tych robotników, bo właśnie zaczynają odkrywać wejście do grobowca, czy ja mam lecieć i łapać ten namiot i pilnować studentów aby złapali całą dokumentację, czy ja mam chwytać tę resztę dokumentacji, która jest jeszcze nie rozwiana, łapać te zabytki, które były w tym namiocie… Nie wiedziałam, co mam robić. Szef zajmował się tymi dwoma nieszczęsnymi wycieczkami, które właśnie przyjechały a do mnie podszedł jeszcze sekretarz Polskiego Centrum Archeologicznego i mówi do mnie:
- Wiesz co, mam dla ciebie złą wiadomość – (jeszcze nie wiedzieliśmy o tym wypadku) – przed chwilą spotkaliśmy na drodze wasz samochód. Jest rozbity.
Już teraz to naprawdę nie wiedziałam, co mam robić. Mam łapać ten namiot i dokumentację, iść do szefa i powiedzieć, że właśnie rozbiliśmy samochód i nie będziemy mieli jak wrócić do domu? Czy pilnować tych robotników? A do tego wszystkiego zobaczyłam jeszcze scenę, która już w ogóle mnie poraziła. Mianowicie przyjechały do nas dwie panie sedymentolożki: starsza pani profesor, która była wtedy bardzo urodziwą damą po siedemdziesiątce i jej asystentka. I co ja widzę! Panią profesor, która stoi z woreczkiem i trzyma krzesło. Na tym krześle stoi Basia, jej asystentka, z drugim woreczkiem. Pani profesor krzyczy do Basi:
- Basiu, Basiu łap ciężkie frakcje piasku!
Myślę sobie, jeszcze to do tego. Te łapią piasek, by zobaczyć jakie frakcje piasku się przemieszczają podczas burzy piaskowej, dokumentacja lata, namiot lata po pustyni, samochód rozbity, dwie wycieczki, szef lata… z tymi wycieczkami, tu grobowiec odkrywamy. Po prostu szok! No więc pobiegłam, powiedziałam studentom co mają łapać, co mają robić. Te dwie zostawiłem na tym krzesełku z tymi workami. Poszłam do szefa i powiedziałam mu:
- Panie profesorze, samochód nam się rozbił, Kamilowi nic się nie stało… Szef w tym momencie też już odpadł. Nie mogliśmy też kopać. Trzeba było zatrzymać pracę. I następnego dnia…
A długo takie pustynne burze trwają?
Tam gdzie my pracujemy to one trwają za zwyczaj dzień. Burza piaskowa zapowiada się już o świcie i widać to już po horyzoncie. Jest zapowiadana od zachodu takim ciężkim niebem, ciemnym niebem. I wiadomo, że coś będzie. To się czuje w powietrzu. (…) To jest niezwykłe doświadczenie. Człowiek widzi jak ten piasek się zbliża, taka ściana piasku. Nie widać człowieka, który stoi w odległości pięciu metrów.
A więc następnego dnia?
I następnego dnia przyjechaliśmy taksówką, bo samochód był ciągle rozbity. Słońce było przepiękne. Wyjęliśmy tych kilka ostatnich cegieł, które tam były i zobaczyliśmy wejście do grobowca. Już w wejściu było widać przepiękne malowidła. Wiedzieliśmy, że jest tam coś niezwykłego. To było nieprawdopodobne ponieważ z tego grobowca wyleciał ptak. Nie wiemy, czy ten ptak dostał się tam dzień wcześniej, gdy zaczęliśmy grobowiec odsypywać… ale on nie mógł się dostać, bo to wejście było cały czas zasłonięte. Nagle wyleciał. A trzeba wiedzieć, że dla starożytnych Egipcjan dusza Ba, jedna z dusz w którą wierzyli, że towarzyszy człowiekowi, była przedstawiana właśnie jako ptak. To było niesamowite doświadczenie. Takie, takie… Uwolniliśmy duszę.
Myślę, że to było takie najbardziej sensacyjne odkrycie, w jakim wzięłam udział. Najbardziej spektakularne, któremu towarzyszyły niezwykłe i tajemnicze wypadki. Wielu z nas będzie pamiętało długo jeszcze ten moment.